Czterdzieści lat minęło...może wobec tego już pamięć nie ta, ale czy osobiście nie zapowiadałem przewagi słowa pisanego nad obrazkowym w tym blogu? Tak więc dziś samemu sobie zaprzeczę - ale z przyjemnością. Będzie więcej zdjęć niż tekstu, bo okazja jest zacna.

    Według różnych źródeł dziś lub jutro mija równo 40 lat od wprowadzenia do oferty europejskiego Forda flagowego - i w praktyce- ostatniego topowego modelu tej marki na starym kontynencie. Ciężko mi uwierzyć, żeby za mojego życia ten stan rzeczy się jeszcze zmienił - zwłaszcza, że mój ulubiony producent nie tylko zarzucił produkcję nowych sedanów segmentu powyżej C. Na ten moment faktycznie zrezygnował z produkcji jakichkolwiek samochodów. No, ale nie o tym dzisiaj... zróbmy lepiej taki przeskok do zamierzchłych, lepszych przecież - czasów. Podobno z wiekiem pamięta się lepiej, co działo się 25 lat temu, niż 25 dni temu, a już na pewno - lepiej się je wspomina...

Pamiętam pierwszą klasę mojego liceum - stoję w wiosenne popołudnie na przystanku Wspólna Droga przy ul. Grochowskiej w Warszawie. Mijają mnie polonezy - te plusowe, nowe :), małe fiaty, ascony, astry i Ikarusy. Czasem mignie ekskluzywnie dopasione daewoo espero lub mercedes na taksówce. I nagle widzę na światłach auto kosmiczne. Forda Scorpio w "amerykańskiej" (jak był i jest błędnie nazywany) wersji - stylistycznie niepodobnego do wszystkich innych aut nie tylko na Grochowie, nie tylko po praskiej stronie Wisły, nie tylko na Mazowszu. On jest niepodobny do wszystkiego co jeździ w Polsce - zupełnie jak przybysz z innej planety, innych czasów, całkowicie niepasujący (niektórzy powiedzą- brzydki) do wszystkiego, co znajduje się w okolicy.


o taki był, dokładnie

Scorpio. Nigdy sobie takiego nie kupię - przebiega mi przez myśl


    Rzeczywistość nie pozwala nam - uczniom ekonomika - mierzyć zbyt wysoko. Nasi rodzice jeżdżą zwykłymi samochodami, kupionymi często w kredytach na sto lat - identycznymi między sobą, zwykłymi - jak wszystko, co w tamtych czasach. My - marzymy raczej by zdać do kolejnej klasy, zaliczyć maturę i nie musieć iść do wojska. Fajnie byłoby też wyjechać na jakieś wakacje, albo chociaż znaleźć podczas ich trwania pracę, za stawkę lepszą niż 4 złote za godzinę. Jak mielibyśmy uzbierać na takie Scorpio? Szczyt naszych marzeń to przecież własny maluch i to za jakieś dwa lata, kiedy będziemy mogli zdawać egzamin na prawo jazdy. Na razie - jeśli mamy farta, to trafimy na nispokopodłogowego Neoplana :)

    Przeskakuję pamięcią o jakieś dwa lata w przód. Może - dwa i pół. I widzę Forda Scorpio zaparkowanego pod naszą szkołą na Grochowie. Nie jest to co prawda najnowsza wersja, ale robi wrażenie, zaparkowany niedaleko corsy B naszej wychowawczyni. Tym bardziej, że kolega ma do niego kluczyki, bo przyjechał nim do szkoły. Przynajmniej tak twierdzi, w co oczywiście nikt nie wierzy. Dziś to pewnie normalne, że uczniowie liceum przyjeżdżają samochodami do szkoły, z pewnością lepszymi i wielokrotnie droższymi niż Ford Scorpio, ale wtedy można było to porównać mniej więcej z tym, że przyleciał do szkoły helikopterem. Jego opowieść okazuje się jednak prawdziwa gdy na przerwie pozwala  nam rozgościć się w tym niesamowitym aucie. Pamiętam, że po raz pierwszy siedziałem wtedy w samochodzie, w którym swobodnie można było usiąść - wyciągając się jak w najwygodniejszym domowym fotelu. Z tyłu jest niesamowicie dużo miejsca i nie ma tutaj wielkiego znaczenia - że szkolny kolega, przyjaciel - Tomek, zwany Małym - jak sama ksywa wskazuje, siedzi troszkę bliżej kierownicy... tam można założyć nogę na nogę! I otworzyć szyberdach, by zamiast na kolejną lekcję - wystrzelić przez niego w powietrze korek  z ruskiego szampana, kupionego nieopodal za całe 5 złotych. To jedna z tych chwil, które pamięta się długo, może nawet - całe życie. I to pomimo szampana - pewnie dlatego, że siedziało nas w środku z sześciu...

pilot i jego helikopter


Scorpio - zwane przez Małego pieszczotliwie - Skorpiakiem - stało się od razu naszym bohaterem. Takim autem, które niegrzeczne amerykańskie nastolatki podkradają rodzicom na criusing :)

    Pamiętam, gdy pożyczył go od rodziców- rzekomo by pojechać z Sulejówka do kina w Promenadzie- czyli łącznie jakieś 30 km. Skończyliśmy w środku nocy w Gdańsku w 5 osób, tylko po to by wejść do morza, wypić piwo i na rano wrócić do domu. Baz kasy, piwa i paliwa w baku, bo już nie starczyło nam by zalać  na powrót Scorpio - na szczęście oprócz gazu była jeszcze benzynka. Do dziś nie wiem jak wytłumaczył Ojcu jej spory ubytek. I już się z pewnością nie dowiem - Tomek zmarł po ciężkiej chorobie, zanim tak naprawdę zdążyliśmy wkroczyć w dorosłe życie. Przeglądając zdjęcia do tego wpisu po raz kolejny przekonałem się, że gdzieś w głębi duszy musiał coś przeczuwać - nie znam i nie znałem nikogo, kto potrafił żyć tak "na maksa" - jak On. A w każdym kolejnym Scorpio, które prowadziłem w życiu - a ile ich było, tego na pewno się nie doliczę - zdarzyło mi się spojrzeć we wsteczne lustro, czy jednak nie siedzi z na środku tylnej kanapy. Z piwem, albo chociaż- z nogą założoną na nogę....

fotka z czasów, gdy siódemka była jednopasmowa i nosiło się za duże koszulki; czyli prawie jak z 2025r...

    Przeskoczmy znów o jakiś czas - moi rodzice po średnio udanej przygodzie z Fiatem Sieną - szukali auta. Wybór padł na mondeo, na którego poszukiwanie udaliśmy się na legendarną słomczyńską giełdę. Piękne czasy, gdy właśnie tak szukało  się samochodów - zamiast internetowych zdjęć, porad ekspertów, raportów bezwypadkowości- jechało się bladym świtem na giełdę w poszukiwaniu tej jedynej okazji PO NIEMCU :). Niestety mondea, na które wtedy trafiliśmy były jakości całkiem średniej - ale za to na placu stało wielkie, piękne - błyszczące bakłażanowym lakierem ... Scorpio. Takie jak z tego przystanku na Grochowie. To nic - że prawdopodobnie nie wejdzie nam do garażu. To nic, że w poszukiwaniu czynnego warsztatu zajechaliśmy, aż do Norauto na Ostrobramską (przypominam, że giełdy odbywały się w niedziele). Do dziś zachodzę w głowę, dlaczego handlarz który sprowadził ten egzemplarz, zgodził się na taką eskapadę. Pamiętam, że po potwierdzeniu fajnego stanu tego auta - odwieźliśmy go jeszcze na Bielany. Kto dziś by się na to zgodził... W każdym razie - wróciliśmy wtedy we 3 szczęśliwi do domu - ja, Ojciec no i Tomek... który pojechał z nami na Słomczyn w roli samochodowego eksperta :)

"nasze" scorpio świeżo po zakupie - jeszcze na "niemieckich" tablicach


Scorpio - wpłynęło na całe moje życie. Jeszcze jak :D

    W końcu - modelowo jestem raptem rok starszy od największego Forda. Nie wiem, czy to jakaś metafizyka, przypadek, fatum - czy ślepy los. Uważam jednak, że jestem na te samochody skazany. Zawsze staram się grupować zdjęcia, które gromadzę przez lata - rocznikami, w rocznikach - odpowiednio nazwanymi folderami. To na nic. Przeglądając fotki do tego wpisu - który, jak zaznaczyłem na wstępie - miał być raczej obrazkowy, niż pisany - nie wystarczyło mi poprzeglądać foldery nazwane "samochody". Pomijanie innych - takich jak "urodziny", "wyjazdy" to prosty sposób na ominięcie ważnych zdjęć - nie mówiąc już o takich, których nazwy pochodzą od przeróżnych miejscowości... zawsze znajdzie się tam przynajmniej jedno zdjęcie Scorpio. Dla mnie, lubującego się raczej w słowie pisanym - są dziś cenniejsze od słów, dlatego z przyjemnością przestawiam kilka ze zbiorów :)


Mały, Scorpio, piwko i Zakopane - czy mogły być lepsze czasy?

spot Scorpio na Działkowej w Warszawie - dziś nie ma już tego placu,
a z tego co kojarzę - tylko jedno z tych aut jest w jednym kawałku

mój pierwszy zlot Ford Scorpio Team - 2006?

pierwsza daleka wyprawa-Bułgaria, tutaj jakaś rumuńska autostrada 

niby tylko 2,0 - a ogień spod maski szedł - 2007r.

zlot Ford Scorpio Team - 2007r.

ten sam zlot - zdjęcie autorstwa znanego fotografa z Ursusa

moje pierwsze całkowicie własne Scorpio - 24v kupione za 800zł :)
uruchomione dzięki cudotwórcy z Bielan/Giżycka

Scorpio Rodziców - zimową porą 

i porą jesienną

moje kolejne - własne, 2.4 12v kupione od kol. Struny w Skawinie
- niezawodny, dzielny zawodnik, którego z czasem trochę doposażyłem



2,3  z wybrzeża - kupione, naprawione, użytkowane - tutaj w Szklarskiej

mój pierwszy Cosworth mk3 -kupiony w Warszawie, sprowadzony przez pewnego miłośnika z Lubinia

2,3 kupione za 500 parę Euro w Berlinie

Dorchester przywieziony z Anglii

wyjazd na kolejny zlot Ford Scorpio Team - w środku Scorpio Rodziców

uniwersalny wojownik - zimą, latem i w każdych warunkach gotowy do pracy

czy z lawetą....

czy z przyczepą - zawsze gotowy do każdej drogi


tutaj impreza

a tutaj robota

dla Scorpio - żaden problem

niemiecka autostrada, pełną parą i prawie na rezerwie

pierwszy zabytek w kolekcji


zabytkowego toru FSO już nie ma - Scorpio zostały :)

jeden z ostatnich zlotów FST z taką reprezentacją Scorpio...

zlotowe barwy maskujące

youngtimers Warsaw

historia zatacza koło

takie czasy już raczej nie wrócą

ale robię co mogę

by ocalić, co się da

i pamiętać o Tych, których już nie ma



























Komentarze

Popularne posty